... bo trzeba pokochać swój najmniejszy skrawek ziemi, tak po prostu, na co dzień
Mira Stanisławska-Meysztowicz, Fundacja "Nasza Ziemia"

Wierzę, że zawsze jest odpowiedni czas, żeby zrobić coś dobrego. Moją filozofię życiową zawdzięczam domowi rodzinnemu. I kiedy po latach myślę o moich rodzicach, to widzę, że byli to już ludzie XXI wieku. Wychowywałam się w domu, w którym nauczono mnie poszanowania przyrody i traktowania całego otoczenia jako czegoś bardzo bliskiego. Ukształtowano we mnie przekonanie, że człowiek nie jest istotą nadrzędną, że jest częścią łańcucha życia i że jeżeli ja będę niszczyła inne formy życia, to w końcu zagłada czeka mnie samą. Jako człowiek jestem mieszkańcem Ziemi. Cała planeta jest moim domem i dlatego spoczywa na mnie odpowiedzialność za jej los. Granice państw są sztucznymi tworami, my zaś - ze wszystkimi ludźmi całej kuli ziemskiej - mamy wspólne powietrze, wody i ziemię. Nieszczęścia ekologiczne mają wymiar globalny, efekt jest jak w naczyniach połączonych. Takie myślenie wyniesione z domu rodzinnego leży po prostu w mojej naturze. Wiele lat później poznałam Aborygenów, rdzennych mieszkańców Australii, którzy wszystko, co żyje, nazywają braćmi i siostrami. Ich podejście do natury przyjęłam jako oczywiste.

W 1989 roku Ian Kiernan, australijski biznesmen i żeglarz, człowiek bardzo wrażliwy, chciał zrobić coś dla poprawy stanu Zatoki Sydnejskiej, nad którą mieszka i z którą czuje się bardzo związany. Tak zaczęła się akcja Sprzątanie Australii (Clean Up Australia). Dla mnie przyłączenie się do niej było naturalne, bo jeszcze zanim Ian rzucił hasło społecznego sprzątania Zatoki, chodziłam z workiem i sprzątałam gdziekolwiek byłam. Nie mogłam znieść widoku śmieci w pięknych miejscach. Gdy przyjeżdżałam do Polski, znajomi mówili "Mira, z tobą nie można chodzić na wycieczki, bo zaraz każesz zbierać śmieci". Wówczas pomyślałam, że akcja, która tak świetnie przyjęła się w Australii, powinna - jak sądziłam - świetnie funkcjonować również w Polsce. Wiedziałam, że w Polsce są lokalne akcje, ale brakowało ogólnopolskiej kampanii, która aktywizowałaby wszystkich ludzi do dbania o środowisko.

W 1993 roku Ian Kiernan rozszerzył ideę "Clean Up Australia" na cały świat, pod patronatem Organizacji Narodów Zjednoczonych. Rok później, kiedy jechałam na wakacje do Polski, napisałam do Iana, że spróbuję zaszczepić akcję w Polsce. Chciałam, żeby i Polska przystąpiła do "Clean Up the World", ale nigdy nie myślałam, że to ja miałabym tę akcję prowadzić. Ale tak to już jest, że życie stawia przed nami zadania niezależnie od naszych planów. Tak było również ze mną. Po przyjeździe do Polski, starałam się zainteresować akcją Ministerstwo Ochrony Środowiska, stamtąd skierowano mnie do Ministerstwa Gospodarki Przestrzennej, nadzorującego służby komunalne, i wszędzie spotykałam się z niewiarą, że działanie takie mogłoby się w Polsce udać. Padały kontrargumenty, że Polska przechodzi teraz czas trudnych zmian, że nie ma pieniędzy ani czasu na organizowanie takich akcji. Byłam zaskoczona negatywnym podejściem moich rozmówców. A ponieważ moje poglądy wyrażałam z wielką pasją i z zaangażowaniem, ktoś z przekąsem spytał czy zamierzam posprzątać całą Warszawę. Odpowiedziałam, że nie tylko całą Warszawę, ale całą Polskę! Wówczas usłyszałam od rozmówcy, że życzy mi się szczęścia i że mogę to sama zorganizować, jeśli mam ochotę. A ja - sama do tej pory nie wiem jak to się stało - powiedziałam, że dobrze, zorganizuję w Polsce Sprzątanie Świata i udowodnię, że to jest możliwe. Widać lubię wyzwania, choć prawdę mówiąc wydawało mi się, że nie będzie to takie trudne. Był kwiecień, zatem do września - jak sądziłam - było jeszcze bardzo dużo czasu. Może była w tym naiwność - nie byłam w żaden sposób przygotowana, nie miałam pieniędzy ani biura - ale ta naiwność spowodowała, że rzuciłam się organizować akcję. Tak to nieraz bywa, że ludzie, nie zdając sobie sprawy z ogromu zadania, zaczynają je realizować... i robią rzeczy niemożliwe.

Kiedy już powiedziałam, że zorganizuję akcję, nie mogłam się z tego wycofać. Byłam przerażona takim obrotem sprawy. Postąpiłam więc zgodnie z radą mojego ojca, który mawiał, że najlepiej "przespać się" z problemem, bo następnego dnia wygląda on mniej strasznie. I nazajutrz - doskonale to pamiętam - obudziłam się bardzo wcześnie rano z jasną wizją planu działania. Myśli moje były tak precyzyjne, że samą mnie to zdziwiło. Wzięłam więc po prostu kartkę papieru i zaczęłam zapisywać: "Muszę zdobyć pieniądze. Patronów. Biuro. Zorganizować pracę. Zachęcić media..." - tak, jakbym czytała plan już gdzieś przede mną napisany. To było fantastyczne uczucie, a przede wszystkim zupełnie opuścił mnie strach. Ja wiedziałam, że jest to do zrobienia, mocno w to wierzyłam. Tak zresztą jest z każdym działaniem, że trzeba mieć cel, mocno wierzyć w jego powodzenie i dążyć do niego mimo wszelkich przeszkód. Pomyślałam również, że akcja co prawda jest społeczna i dobrowolna, ale musi mieć też poparcie rządu, administracji, biznesu i mediów. Wtedy się uda.

Po sporządzeniu planu pozostało już tylko go realizować. Porozumiałam się z Krajowym Centrum Edukacji Ekologicznej w Warszawie w sprawie współpracy. Patronat nad akcją objęli Minister Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa oraz Minister Gospodarki Przestrzennej i Budownictwa, poparcia akcji udzielili prezydent RP, premier, władze wojskowe, straż pożarna, policja i Kościół Katolicki. Po otrzymaniu oficjalnego "błogosławieństwa" zaczęłam zdobywać pieniądze. Odwiedzałam duże zachodnie firmy działające na polskim rynku, które znały ideę "Clean Up the World" i które przywiązywały dużą wagę do ochrony środowiska. Z wielkim trudem, ale jednak udało się zebrać pieniądze.

Nadszedł czas na urządzenie konferencji prasowej i rozreklamowanie akcji. Konferencję urządził jeden z patronów - Ministerstwo Gospodarki Przestrzennej i Budownictwa (obecnie Urząd Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast). Stawiły się wszystkie media: telewizje, radia, wiele gazet. Przyszło na nią prawie 60 dziennikarzy z dziennikarzami "Voice of America" i BBC włącznie. Przygotowałam się bardzo dobrze do tej konferencji, bo należało się spodziewać różnych pytań, jak zwykle w sytuacji, gdy przedstawia się zupełną nowość. Zresztą do wszystkich działań trzeba się dobrze i wszechstronnie przygotowywać, okazując w ten sposób nie tylko własny profesjonalizm, ale również szacunek dla innych ludzi. Konferencji bałam się strasznie - do tego stopnia, że w drodze na nią jechałam ulicą Kruczą, niczym w Australii, po lewym pasie, czyli pod prąd. Zatrzymałam oczywiście cały ruch, ale nawet tego nie zauważyłam, tak skupiona byłam na konferencji. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, a mediom tak spodobał się pomysł akcji "Sprzątanie Świata - Polska", że w głównym wydaniu Wiadomości byliśmy zaprezentowani jako druga informacja - nawet przed premierem i sprawami rządowymi! Od tego dnia media propagują akcję tak skutecznie, że chyba nie ma w Polsce osoby, która nie słyszałaby o Sprzątaniu Świata. Jestem im za to bardzo wdzięczna.

Wydaje mi się, że największym sukcesem pierwszej akcji było publiczne przedstawienie problemu odpadów. Zwykli ludzie przeczytali, usłyszeli i zobaczyli, że są odpowiedzialni za wytwarzanie coraz większych ilości odpadów oraz że w odpadach są cenne surowce wtórne, które należy poddawać selektywnej zbiórce i recyklingowi. Akcja zdobyła wielkie społeczne poparcie. Wyraźnie widać było, że w Polsce ludzie byli gotowi na takie działania, trzeba było tylko wskazać im kierunek i zachęcić, zainspirować. Szczególnie cieszył mnie wielki udział dzieci i młodzieży, bo im wcześniej człowieka zacznie się uczyć prawidłowych zachowań, tym lepiej. A w tej akcji chodzi przecież o zmianę świadomości. Ma być lekcją ekologii i zachęcać do działań całorocznych. Teraz widzę, że dzięki akcji wiele rzeczy się zmieniło, m.in. w parlamencie zostały przyspieszone prace nad ustawami o utrzymaniu porządku i czystości w gminach oraz o odpadach. Kwestia odpadów i utrzymania czystości stała się sprawą publiczną.

Sukces w działaniu zależy od pasji, wytrwałości, wiary w powodzenie i pozytywnego nastawienia. Ale ważny jest też jeszcze inny czynnik: sami nigdy w całości nie zrobimy dużej i skomplikowanej rzeczy i dlatego należy prosić o pomoc innych. I taką pomoc się zawsze otrzymuje. Również akcja Sprzątanie Świata możliwa była do przeprowadzenia dzięki bardzo wielu aktywnym, chętnym do pomocy ludziom. Umiejętność współpracy jest również warunkiem powodzenia. Inspirując do współpracy, akcja tworzy nową jakość działania społeczeństwa.

Akcja wychowuje i rozwija także tych, którzy ją realizują, tak jak to jest ze mną. Jestem z natury nieśmiała, chociaż ludziom trudno w to obecnie uwierzyć. Może dlatego, że w ciągu tych kilku lat nauczyłam się przezwyciężać tę słabość i obecnie mogę bez żadnego skrępowania rozmawiać nie tylko z nieznanymi mi ludźmi, lecz wręcz z tysiącami takich osób.

Sprzątanie Świata wpisało się na stałe do kalendarza ekologicznych działań społecznych i każdego roku biorą w nim udział miliony ludzi. Akcja wzbudzała także różnego rodzaju kontrowersje. Niektórzy ludzie np. Uważali za niewłaściwe to, że dzieci sprzątają po dorosłych. Ja również tak uważam, ale jak inaczej nauczyć dzieci szacunku i dbałości o środowisko? Do akcji włącza się zresztą wielu dorosłych, którzy mają poczucie, że powinni zrobić coś dla środowiska, a jednocześnie wiedzą, że robią to dla siebie. Podobnie rozmaicie odbierało akcję środowisko ekologiczne: niektórzy uważali, że akcja jest w ogóle niepotrzebna. Ja uważam, że tylko duże, spektakularne akcje społeczne powodują, że nagle zaczyna się spostrzegać coś jako problem, zaczyna się o tym otwarcie mówić, szukać sposobów rozwiązania trudnej sytuacji. Od samego początku zapraszałam wszystkie organizacje ekologiczne do współpracy - dlatego, że mamy ten sam cel, choć może zmierzamy do niego innymi drogami. Nie powinno to jednak przeszkodzić nam we współdziałaniu na rzecz poprawy stanu środowiska naturalnego. Dlatego co roku staramy się w naszym "Informatorze" prezentować organizacje ekologiczne. Istnienie tak wielu różnych społecznych organizacji świadczy o tym, że społeczeństwo jest zaniepokojone degradacją środowiska i chce zmian.

Jeśli się nie opamiętamy, to bardzo szybko zamienimy nasze otoczenie w betonowe pustynie, wyczerpiemy zasoby naturalne, zatrujemy wodę i powietrze. Nie możemy przecież być takimi egoistami, musimy pomyśleć o następnych pokoleniach, dzieciach, wnukach, prawnukach... Człowiek został stworzony, żeby żyć na tej planecie. I to tu musimy umieć stworzyć sobie warunki odpowiednie do życia. Musimy dbać o Ziemię, oszczędzać ją i pomagać jej trwać. Nie mam nic przeciw postępowi i rozwojowi cywilizacyjnemu, ale musi być to rozwój zrównoważony. Każdy z nas musi się trochę powstrzymać, nie możemy dać się owładnąć żądzy bezmyślnego posiadania. Musimy poświęcić więcej uwagi duchowej stronie naszego życia, a nie tylko materialnej. Musimy pamiętać o szacunku wobec innych ludzi, ich pracy oraz oczekiwań. Musimy starać się przestać być społeczeństwem hołdującym ekonomii jednorazowego użytku wszystkich przedmiotów i usług, po prostu musimy starać się zmieniać naszą mentalność.

I właśnie przez akcję "Sprzątanie Świata - Polska" chcę doprowadzić do zmiany mentalności na bardziej nastawioną na troskę o środowisko. Przyszłe działania Fundacji "Nasza Ziemia" również będą zmierzać do tego celu. Chcemy prowadzić całoroczne programy edukacji ekologicznej, warsztaty dla animatorów i działaczy ekologicznych. To oni staną się takimi drożdżami, które będą pączkować i edukować innych. Kiedy w 1994 roku zakładałam Fundację "Nasza Ziemia" takie wyznaczyłam sobie zadania i widzę, że udaje się je realizować. Efekty nie przychodzą bez wysiłku, trzeba pokonywać liczne przeszkody, ale traktujmy je jako wyzwanie. Nagrodą jest satysfakcja z dobrze wykonanej pracy i zachęta do dalszego wysiłku. Jestem bowiem przekonana, że praca dla dobra ogółu jest zaszczytem.

Aby osiągnąć sukces w tym działaniu trzeba przykładać wiele wysiłku do edukacji naszych dzieci, do naszych codziennych zachowań. Trzeba też pielęgnować naszą wrażliwość i gotowość do niesienia pomocy innym. Bo, aby zmienić obecny stan rzeczy, musimy stać się społeczeństwem miłości, ludźmi, którzy umieją kochać, rozumieć przyrodę i siebie samych.

cofnij